czwartek, 23 października 2014

Prolog

- Pośpiesz się za godzinę jedziemy. - usłyszałam głos mojej mamy.
- Dobrze mamo, niedługo wrócę. - odpowiedziałam, po czym wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Szłam przed siebie, słońce migotało swoim blaskiem, odbijając się od okien sąsiadów z mojej ulicy, a kierowałam się w stronę domu przyjaciółki. Zobaczyłam ją zapłakaną, siedzącą na ławce.

- Co się stało? - spytałam gwałtownie.
- Jacob… przyszedł do mnie rano i powiedział, że ma dość moich humorków i tego mojego beznadziejnego charakteru. Zostawił mnie Amy. - odparła zapłakanym głosem.
- O matko.. a przecież mówiłam ci, że tak będzie. Ale nie, bo przecież po co mnie słuchać. Byłaś w niego taka zapatrzona, że zapomniałaś o całym świecie -  napomniałam w złości.
- Myślałam, że mnie zrozumiesz, że mnie przytulisz… a ty? Jesteś okropna, przyjaciółki się tak nie zachowują! Ja bym ci pomogła a nie dobijała! Wyjeżdżaj proszę cię bardzo, droga wolna. - wrzasnęła mi w twarz, po czym wstała z ławki i udała się w stronę swojego domu.

Do moich oczu napłynęły łzy, wiedziałam, że w złości, źle dobrałam słowa.
- co ja zrobiłam? - Pytałam sama siebie.
Lucy była typem wybuchowej osoby, ale niestety tak samo jak ja. Potrafię być słodka i kochana, ale czasami coś we mnie wybucha i zamieniam się w potwora…

Jestem nikim. - westchnęłam, powoli zawracając w kierunku, z którego przyszłam. - Muszę wrócić do domu i pomóc zapakować ostatnie rzeczy i spróbować nie płakać podczas podróży. 

Po niedługim czasie wszystko było już spakowane. Ostatni raz zajrzałam do mojego pokoju, a wychodząc z domu rozglądałam się po okolicy. W końcu wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy w stronę Littleton. Właśnie zostawiłam za sobą prawie 20 lat mojego życia w Peyton i wiedziałam, że będzie trudno, ale skoro  tak miało być dla nas lepiej, to warto zacząć coś nowego, a tak właśnie miało się zacząć moje „nowe życie”.
Orbitka Szablonovo